Cześć!
Nie było nas na blogu bardzo długo, ale wierzcie nam, działo się... Wróciliśmy do Polski, zaręczyliśmy się i pobraliśmy. Świat pędził bardzo szybko, nie było w nim chwili na Stylowy Widelec, choć zawsze z tyłu głowy siedział...
No i nagle teraz, kiedy Świat zatrzymał się, wracamy do Was! Bo, ku naszemu zaskoczeniu, odwiedziny bloga i naszych przepisów wcale nie są mniejsze, za co bardzo dziękujemy!
Dziś post podróżniczy. O Filipinach - miejscu naszej wyprawy poślubnej. Kraju egzotycznym, pięknym i zaskakującym.
Artykuł Marty na temat Filipin znalazł się w szczecińskim magazynie miejskim MM trendy. Jeśli jesteście ciekawi, co nas zachwyciło, co pokaleczyło i jak wygląda życie na Filipinach - zapraszamy serdecznie do lektury!
Wydanie papierowe magazynu na szczęście ma również wersję elektroniczną, zatem zachęcamy do czytania lub pobrania /LINK/
Jest kilka słów o filipińskiej kuchni, trochę ciekawostek i przede wszystkim nasze wrażenia z tej niesamowitej i pełnej emocji wyprawy.
M&M
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w podróży. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w podróży. Pokaż wszystkie posty
O duńskiej miłości do groszku
Witajcie Kochani!
Dzisiaj przychodzimy do Was z kulinarną ciekawostką dotyczącą Danii - tak, jak w tytule postu widzicie, mowa będzie o zielonym groszku 💚
Letnie stragany z warzywami i sklepowe kąty warzywne przyniosły sporą niespodziankę. Promocji na zielony groszek nie było końca, chyba nigdy takiego groszkowego szału nie widzieliśmy w Polsce... a właściwie, czemu?!
Z dzieciństwa pamiętamy wyjadanie świeżego groszku prosto z łupin. Słodki smak, chrupkość, wszystko w zielonym groszku było super! Teraz nie przypominam sobie, aby świeży groszek był łatwy do kupienia na ryneczkach. Co się z nim stało? Czy tak bardzo przerzuciliśmy się na ten z puszki, że zapomnieliśmy o jego świeżej wersji?!
Dania przypomniała nam ten niesamowity smak. Otwieranie łupiny, by wyjąć z niej kulki zieloności... Pycha! Zrobiliśmy więc mały research i okazuje się, że zielony groszek to jedno z bardziej lubianych warzyw w Danii! 💚
Nie znajdziecie tutaj zbyt wielu wariantów groszku w puszce - poza świeżym znajdziecie go głównie w sekcji mrożonek. Jak łatwo się domyślić, gdy sezonu na świeży groszek nie ma, zastępuje się go mrożoną, czyli właściwie wciąż nieprzetworzoną, jego wersją.
W Duńskiej kuchni znajdziemy zupę z groszku, ale przede wszystkim warzywo to jest jedzone jako samodzielny dodatek do obiadu. Świeży groszek jest jedynie blanszowany i dodawany do głównego dania, jako porcja warzyw.
Sałatka włoska (nazywana ze względu na występujące w niej kolory warzyw) to kolejna forma zajadania groszku w Danii. Sałatka jest dość prosta, zawiera w sobie marchewkę, szparagi i zielony groszek - całość oczywiście zatopiona jest w majonezie.
Dość płynna potrawka z kurczaka z marchewką i groszkiem podawana jest w słonych babeczkach - to bardzo typowa duńska potrawa, nieco z "babcinej kuchni".
Miło przypomnieć sobie smak świeżego groszku i wspomnieć czasy, gdy był on wszędzie tylko w takiej wersji. Jest zdecydowanie smaczniejsza niż z puszki ;) Tutaj chyba warto brać przykład z Danii :)
M&M
PS. Wybaczcie tę ilośc groszkowych zdjęć... ten widok był tak piękny, że pani M musiała zrobić więcej fotografii, niż to potrzebne... 💚
Dzisiaj przychodzimy do Was z kulinarną ciekawostką dotyczącą Danii - tak, jak w tytule postu widzicie, mowa będzie o zielonym groszku 💚
Letnie stragany z warzywami i sklepowe kąty warzywne przyniosły sporą niespodziankę. Promocji na zielony groszek nie było końca, chyba nigdy takiego groszkowego szału nie widzieliśmy w Polsce... a właściwie, czemu?!
Z dzieciństwa pamiętamy wyjadanie świeżego groszku prosto z łupin. Słodki smak, chrupkość, wszystko w zielonym groszku było super! Teraz nie przypominam sobie, aby świeży groszek był łatwy do kupienia na ryneczkach. Co się z nim stało? Czy tak bardzo przerzuciliśmy się na ten z puszki, że zapomnieliśmy o jego świeżej wersji?!
Dania przypomniała nam ten niesamowity smak. Otwieranie łupiny, by wyjąć z niej kulki zieloności... Pycha! Zrobiliśmy więc mały research i okazuje się, że zielony groszek to jedno z bardziej lubianych warzyw w Danii! 💚
Nie znajdziecie tutaj zbyt wielu wariantów groszku w puszce - poza świeżym znajdziecie go głównie w sekcji mrożonek. Jak łatwo się domyślić, gdy sezonu na świeży groszek nie ma, zastępuje się go mrożoną, czyli właściwie wciąż nieprzetworzoną, jego wersją.
W Duńskiej kuchni znajdziemy zupę z groszku, ale przede wszystkim warzywo to jest jedzone jako samodzielny dodatek do obiadu. Świeży groszek jest jedynie blanszowany i dodawany do głównego dania, jako porcja warzyw.
Sałatka włoska (nazywana ze względu na występujące w niej kolory warzyw) to kolejna forma zajadania groszku w Danii. Sałatka jest dość prosta, zawiera w sobie marchewkę, szparagi i zielony groszek - całość oczywiście zatopiona jest w majonezie.
Dość płynna potrawka z kurczaka z marchewką i groszkiem podawana jest w słonych babeczkach - to bardzo typowa duńska potrawa, nieco z "babcinej kuchni".
Miło przypomnieć sobie smak świeżego groszku i wspomnieć czasy, gdy był on wszędzie tylko w takiej wersji. Jest zdecydowanie smaczniejsza niż z puszki ;) Tutaj chyba warto brać przykład z Danii :)
M&M
PS. Wybaczcie tę ilośc groszkowych zdjęć... ten widok był tak piękny, że pani M musiała zrobić więcej fotografii, niż to potrzebne... 💚
Duński fenomen Smørrebrød, czyli kilka słów o ... kanapce!
Witajcie Kochani!
My dalej jesteśmy w Danii i odkrywamy tutejsze ciekawostki... Dziś na widelec bierzemy Smørrebrød, czyli coś, co Duńczycy uwielbiają!
Zacznijmy od tego czym jest Smørrebrød - w dosłownym tłumaczeniu jest to posmarowany (w domyśle masłem) chleb. Na myśl przychodzi nam tutaj klasyczna pajda chleba z masłem, i słusznie, bowiem Smørrebrød występuje nie tylko w formie wypaśnej kanapki ale też zwykłego świeżego chleba z duńskim słonym masłem.
W przypadku Danii mówimy już o prawdziwym fenomenie Smørrebrød. To nie jest tak, jak w Polsce z pajdą chleba ze smalcem i ogórkiem, którą dostaniesz albo na festynie, albo w restauracji specjalizującej się w kuchni polskiej - tutaj Smørrebrød można kupić praktycznie wszędzie! Jest to nie tylko opcja śniadaniowa, ale też dodatek do kawy, czy przekąska, którą kupi się w kawiarnii i restauracji. Wiele lokali ma w swojej karcie Smørrebrød - jeśli jego cena jest w granicach 25-35 koron to pewnie jest to kilka kromek świeżego chleba z masłem, jeśli 50 koron i więcej - z pewnością dostaniecie na talerzu porządną kanapkę!
Najciekawsze Smørrebrød to te "napakowane" dobrem ;) Te kanapki nie nadają się do jedzenia rękoma, co więcej, one już z samym konceptem chleba posmarowanego masłem mają nie wiele wspólnego - to po prostu kromka chleba (z masłem) i górą dodatków!
Nie myślcie, że dostaniecie tutaj kanapkę z serem i pomidorem... O nie, Smørrebrød to coś więcej! Można kupić je z szarpanym mięsem, sałatką ziemniaczaną, czy rybą. Sosy, najczęściej na bazie majonezu lub duńskiego sosu Remoulade oplatają całą kanapkę swoją miłą tłustością, a na górze znajdziecie kolejnego duńskiego ulubieńca - prażoną cebulkę. Taką kanapką można się porządnie najeść!
Nie musimy chyba wspominać, że najlepszym dodatkiem do lunchu składającego się ze sporej wielkości Smørrebrød będzie ... duńskie piwo? ;) Macie naszą gwarancję, że tutejszy Carslberg będzie smakować inaczej niż to, co znacie z polskich sklepów.
Będąc w Danii poszukajcie koniecznie knajpek specjalizujących się w Smørrebrød, a jeśli nie wpadniecie na taką - w każdej innej z pewnością też znajdziecie w karcie pajdę chleba z solonym masłem, bądź jego wypaśną wersję. To smak Danii, który warto poznać! :)
Smacznego!
M&M
My dalej jesteśmy w Danii i odkrywamy tutejsze ciekawostki... Dziś na widelec bierzemy Smørrebrød, czyli coś, co Duńczycy uwielbiają!
Zacznijmy od tego czym jest Smørrebrød - w dosłownym tłumaczeniu jest to posmarowany (w domyśle masłem) chleb. Na myśl przychodzi nam tutaj klasyczna pajda chleba z masłem, i słusznie, bowiem Smørrebrød występuje nie tylko w formie wypaśnej kanapki ale też zwykłego świeżego chleba z duńskim słonym masłem.
W przypadku Danii mówimy już o prawdziwym fenomenie Smørrebrød. To nie jest tak, jak w Polsce z pajdą chleba ze smalcem i ogórkiem, którą dostaniesz albo na festynie, albo w restauracji specjalizującej się w kuchni polskiej - tutaj Smørrebrød można kupić praktycznie wszędzie! Jest to nie tylko opcja śniadaniowa, ale też dodatek do kawy, czy przekąska, którą kupi się w kawiarnii i restauracji. Wiele lokali ma w swojej karcie Smørrebrød - jeśli jego cena jest w granicach 25-35 koron to pewnie jest to kilka kromek świeżego chleba z masłem, jeśli 50 koron i więcej - z pewnością dostaniecie na talerzu porządną kanapkę!
Najciekawsze Smørrebrød to te "napakowane" dobrem ;) Te kanapki nie nadają się do jedzenia rękoma, co więcej, one już z samym konceptem chleba posmarowanego masłem mają nie wiele wspólnego - to po prostu kromka chleba (z masłem) i górą dodatków!
Nie myślcie, że dostaniecie tutaj kanapkę z serem i pomidorem... O nie, Smørrebrød to coś więcej! Można kupić je z szarpanym mięsem, sałatką ziemniaczaną, czy rybą. Sosy, najczęściej na bazie majonezu lub duńskiego sosu Remoulade oplatają całą kanapkę swoją miłą tłustością, a na górze znajdziecie kolejnego duńskiego ulubieńca - prażoną cebulkę. Taką kanapką można się porządnie najeść!
Nie musimy chyba wspominać, że najlepszym dodatkiem do lunchu składającego się ze sporej wielkości Smørrebrød będzie ... duńskie piwo? ;) Macie naszą gwarancję, że tutejszy Carslberg będzie smakować inaczej niż to, co znacie z polskich sklepów.
Będąc w Danii poszukajcie koniecznie knajpek specjalizujących się w Smørrebrød, a jeśli nie wpadniecie na taką - w każdej innej z pewnością też znajdziecie w karcie pajdę chleba z solonym masłem, bądź jego wypaśną wersję. To smak Danii, który warto poznać! :)
Smacznego!
M&M
Moda na HYGGE, czyli porównanie książek, prosto z Danii
Witajcie Kochani!
Trochę zmian u nas... bowiem wyprowadziliśmy się do Danii. Jest to zatem najlepsze z możliwych miejsc, by poznać tajemnicze i modne HYGGE.
Przed wyjazdem kupiłam jedną z księgarskich pozycji dotyczących hygge, tak się też złożyło, że drugą pozycję dostałam w prezencie, więc zabieram się za porównanie, bo pewnie jesteście ciekawi, co je różni i którą warto kupić?
Książki o których będę Wam opowiadać to:
„Hygge. Klucz do szczęścia” Meik Wiking. Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny. Wydawnictwo Czarna Owca.
oraz
Trochę zmian u nas... bowiem wyprowadziliśmy się do Danii. Jest to zatem najlepsze z możliwych miejsc, by poznać tajemnicze i modne HYGGE.
Przed wyjazdem kupiłam jedną z księgarskich pozycji dotyczących hygge, tak się też złożyło, że drugą pozycję dostałam w prezencie, więc zabieram się za porównanie, bo pewnie jesteście ciekawi, co je różni i którą warto kupić?
Książki o których będę Wam opowiadać to:
„Hygge. Klucz do szczęścia” Meik Wiking. Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny. Wydawnictwo Czarna Owca.
oraz
Pierwsza pozycja, napisana została przez naukowca. Pracujący w Instytucie Badań nad Szczęściem Meik Wiking, zawodowo prowadzi badania dotyczące poczucia szczęścia. Wiking w książce opowiada o tym, czym jest HYGGE, ale również sprawnie przekonuje nas, że zasady, na jakich HYGGE bazuje, są prostą drogą do poczucia szczęścia. Oczywiście, bierze on tutaj pod uwagę różnice kulturowe, czasem dość żartobliwie opowiada o nich, w kontekście specyficznego podejścia Duńczyków do wielu spraw życiowych, jak np. design, ale jego opowieść, przyprószona garścią wyników badań naukowych, daje nam dość konkretny pogląd na hygge.
W książce znajdziemy szereg ciekawych opowieści z życia prywatnego, ale też socjologicznych obserwacji Wikinga. W każdym rozdziale zaś dowiemy się więcej o konkretnych "składowych", dzięki którym hygge jesteśmy w stanie osiągnąć, nawet, gdy nie mieszkamy w najszczęśliwszym kraju na Świecie.
W tej publikacji znajdziemy też kilka przepisów kulinarnych, jak również adresy najbardziej hygge miejsc w Kopenhadze.
Pozycja druga, napisana została przez duńską aktorkę, Marie Tourell Sødeberg. Marie, w szeregu krótkich opowiastek, gdzie pytani przez nią ludzie opowiadają o tym, co jest hygge, przedstawia nam wiele postaci, jakie może przybrać hygge. Chociaż wypowiadają się tutaj ludzie z różnych pokoleń i o różnych zainteresowaniach, znajdziemy w ich słowach wspólny mianownik.
W tej publikacji również znajdziemy trochę przepisów kulinarnych, jak również kilka projektów DIY.
A teraz kilka słów porównania, bo pewnie jesteście ciekawi, która z tych książek faktycznie jest lepsza i będę szczera: dla mnie ta autorstwa Wikinga.
Chociaż brokatowo wyglądająca okładka u Sødeberg jest przesliczna, to jednak, jako laik i osoba poznająca dopiero sztukę hygge, potrzebowałam konkretnych informacji i właśnie takie znalazłam u Wikinga.
Dodatkowo to, że Wiking podpiera się momentami badaniami naukowymi, pokazuje nam, że to, co Duńczykom przychodzi z łatwością i faktycznie daje im poczucia szczęścia (dzięki któremu ich kraj wciąż góruje w rankingach dotyczących szczęścia mieszkańców) jest w rzeczywistości bardzo proste! :)
Również kolejność, w jakiej czytałam książki (najpierw Wiking, później Sødeberg) sprawiła, że "braki" jej książki były bardzo widoczne. Podejrzewam, że gdybym czytała je w odwrotnej kolejności, Wiking byłby najlepszym uzupełnieniem tego, co napisała Sødeberg.
Koniec końców, obie książki polecam, ale i ostrzegam: znajdziecie w nich inne treści, wciąż bardzo hygge, ale warto zacząć od dobrej bazy, czyli "Hygge. Klucz do szczęścia".
Miłej lektury!
Pani M.
PS. Co powiecie o poście dotyczącym duńskich wypieków? ;)
Malezja na widelcu, czyli o egzotycznej kuchni i street foodzie
Do tego posta zabieraliśmy się dość długo, głównie dlatego, że temat kulinarnej Malezji jest bardzo rozległy... ale udało nam się zebrać trochę konkretów, które mamy nadzieję przydadzą się innym podróżującym po tym pięknym kraju! :)
My pokusiliśmy się o małe podsumowanie tego, co widzieliśmy, próbowaliśmy i o czym czytaliśmy! Zobaczcie sami :)
My pokusiliśmy się o małe podsumowanie tego, co widzieliśmy, próbowaliśmy i o czym czytaliśmy! Zobaczcie sami :)
- 1 -
STREET FOOD
Street food to najtańsza i najsmaczniejsza forma stołowania się w Malezji. Polecamy ją każdemu, kto nie boi się nieco ubrudzić, siedzieć na plastikowych krzesełkach i przede wszystkim szuka nowych smaków!
Uliczne budki z jedzeniem znajdziecie na każdym kroku, ale najwięcej jest ich wieczorami. Mieszkańcy Malezji uwielbiają street food, ale nie ma się czemu dziwić: ceny są obłędnie niskie a to, co można zjeść jest obłędnie smaczne, świeże i przygotowywane na naszych oczach :)
Wyspa Penang uznana została za street foodowe królestwo - faktycznie, ilość budek z jedzeniem, jakie można tam zobaczyć na każdym kroku jest niesamowita!
Wśród potraw, jakie możecie spróbować w street foodzie kilka zwróciło naszą uwagę, zobaczcie sami:
Kawałki kaczki podawane wraz z noodlami, sosem z warzywami i odrobiną bulionu.
Ni to zupa, ni to makaron z mięsem - w miesce znajdziecie również bulion, w którym obtaczany jest makaron. Kaczka obłędna, krojona na kawałki, które łatwo złapać patyczkami. Łyżka do zjedzenia bulionu również jest pomocna przy konsumpcji ;)
Nasi lemak, czyli sakiewka zrobiona z liści bananowca w której kryje się ryż z dodatkiem krewetek, albo kurczaka.
Zdecydowanie warto spróbować, tym bardziej, że podobno jest to jedno z ulubionych dań street foodowych w Malezji :)
Lok lok, czyli obłędny system "patyczkowy". Do dyspozycji jest sporo składników, każdy wbity na patyczek z kolorową końcówką. Wśród składników znajdziecie zarówno warzywa, jak i kawałki mięsa i owoce morza. Składnik na patyczku podgrzewa się (lub gotuje) we wrzącej wodzie, macza w sosie i zjada stojąc tuż obok stoiska. Jak macie dość, przekazujecie pęk patyczków sprzedawcy, a on podlicza Wasz rachunek zależnie od tego, jaki kolor mają końcówki patyczków.
Świetna zabawa i można spróbować wielu smaków w małych porcjach!
- 2 -
KUCHNIA TAJSKA, HINDUSKA I CHIŃSKA
Malezja pod względem kulinariów jest szczególnym miejscem. Kraj ten składa się z trzech narodowości żyjących w zgodzie, choć każda grupa celebruje i utrzymuje swoją tożsamość, wyrażając ją również w kulinariach.
W Malezji spróbujecie zatem bez problemy oryginalnej kuchni chińskiej, hinduskiej, jak również tajskiej i malajskiej.
Fantastyczna kuchnia hinduska to coś, czego nie możecie przegapić! Jest wyjątkowo tania i łatwo dostępna, szczególnie w dzielnicach typu Little India, które znajdziecie zarówno w Kuala Lumpur, jak i na wyspie Penang.
Na zdjęciu kurczak Tandoori z tradycyjnymi sosami. Pyszny, aromatyczny i soczysty! Idealny z tradycyjnym plackiem Naan.
Egzotykę i ostrość znajdziecie w kuchni tajskiej i malajskiej, którą łatwo znajdziecie w przydrożnych barach i na ulicznych straganach.
Zupy podawane są zwykle z kurczakiem (ajam) lub krewetkami. Buliony zazwyczaj są mocno pikantne, dodawane są warzywa oraz świeże zioła (kolendra, szczypior, pietruszka).
Świetne i bardzo tanie jedzenie, które rozbudza zmysły całą gamą smaków, jakie możecie wyczuć w jednej małej zupce - absolutnie nie do przegapienia w dowolnej postaci!
Miska pełna szczęścia - tak mogę opisać cudownie aromatyczną tajską zupę Tom yam, gdzie bulion z dodatkiem mleka kokosowego, miesza się z kurczakiem, warzywami, trawą cytrynową, korzeniem imbiru i niesamowitą ostrością!
Absolutnie nasz faworyt jeśli chodzi o zupy z tamtego regionu świata!
Kuchnia chińska okazała się dla nas największym wyzwaniem. Uwierzcie, nie ma ona zbyt wiele wspólnego ze znanym nam "chińczykiem" na wynos...
Puchate dim sumy okazały się najsmaczniejsze ze śniadania (tak, śniadania!), które widzicie na zdjęciu, choć miały w sobie części wieprzowiny, jakich zwykle nie jemy... Generalnie: dość specyficzna mieszanka smaków, tekstur i części mięsa, których nie jemy... Dla nas przeżycie dość traumatyczne, choć na pewno znajdą się smakosze ;)
- 3 -
OWOCE I WSZYSTKO, CO ŚWIEŻE
W kwestii owoców Malezja zaskoczy Was kompletnie! Królem jest tam durian, czyli najbardziej śmierdzący owoc na świecie. My akurat nie mieliśmy możliwości spróbowania go, bo podróżowaliśmy po Malezji poza jego sezonem, ale liczymy, że uda nam się to jeszcze nadrobić :) W Malezji można kupić praktycznie wszystko z durianem - ciasteczka, czekoladki, napoje, zaś sam owoc to nieproszony gość w hostelach, środkach komunikacji miejskiej i wielu miejscach publicznych - jego zapach jest podobno bardzo nieprzyjemny i wyjątkowo intensywny.
Na straganach znajdziecie mnóstwo egzotycznych owoców, których nazw nawet nie znamy. Poza smoczym owocem (dragonfruit), znajdziecie również karambolę, która po przekrojeniu ma piękny kształt gwiazdki, czy smaczne melony i arbuzy, które są dostępne cały rok. Próbowaliśmy również świeżej papai i jackfruit, który jest za duży, by kupować go całego i na szczęście można kupić go w małych kawałkach na straganach :)
Rada jest jedna: kupujcie co Wam wpadnie w oko i próbujcie, bo u nas takich owoców po prostu nie spróbujecie!
Podróż po obszarach wyspiarskich to idealna okazja, by kosztować owoców morza, które są pyszne i tanie. Świeże krewetki można dostać w różnej postaci, ta smażona smakowała nam wyjątkowo!
- 4 -
CIEKAWOSTKI
Cameron Highlands to jeden z bardziej znanych obszarów Malezji. Położony na najwyższych terenach kontynentalnej części Malezji, charakteryzuje się odmiennym klimatem, który idealnie nadaje się do uprawy herbaty. Zielone plantacje herbaty, które rozpościerają się po wyboistych terenach wyglądają wyjątkowo malowniczo. Warto podjechać tam, by zobaczyć te widoki, napić się herbaty i kupić jej kilka paczek (to świetny podarunek dla rodziny i znajomych :) nie kupujcie jednak zielonych, bo w CH rosną jedynie odmiany dające czarną herbatę).
Cameron Highlands to kraina specjalna również dlatego, że jest to jedyne miejsce w tym kraju, gdzie rosną ... truskawki! :) Mieszkańcy tamtych obszarów są z nich bardzo dumni, co dla nas może wydawać się dość dziwne ;)
Na tym zakończymy naszą małą podróż kulinarną po Malezji. Z pewnością jest więcej do opowiadania, ale sami nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć! :)
W przygotowaniach do poznawania kuchni tego kraju pomógł nam bardzo blog mieszkającej na stałe w Malezji Zuzy - jeśli wybieracie się tam, jej wpisy będą dla Was wyjątkowo cenne, bo Zu pisze również o street foodzie, owocach, jak i opisuje mnóstwo szczegółów pomocnych przy podróżowaniu po Malezji :)
Mamy nadzieję, że i nasz mini przewodnik dał Wam kilka ciekawych informacji! Malezja to piękny kraj pełen różnorodności, również kulinarnej - warto to sprawdzić samodzielnie! :)
Gruzja na widelcu, czyli kilka słów o kuchni gruzińskiej
Wakacyjne rozluźnienie widać w częstotliwości naszych postów, ale wracamy ze smacznym postem i kilkoma informacjami na temat kuchni gruzińskiej :)
Kilkudniowy wypad do Gruzji okazał się prawdziwą ucztą smakową! Jedzenie jest tanie, łatwo dostępne, smaczne i sycące. Kuchnia gruzińska do wyrafinowanych nie należy, ale z pewnością będzie Wam smakować- jest w niej sporo "swojskości" ;)
Przedstawiamy Wam kilka "kultowych" smaków Gruzji, które również na nas zrobiły wrażenie:
Kilkudniowy wypad do Gruzji okazał się prawdziwą ucztą smakową! Jedzenie jest tanie, łatwo dostępne, smaczne i sycące. Kuchnia gruzińska do wyrafinowanych nie należy, ale z pewnością będzie Wam smakować- jest w niej sporo "swojskości" ;)
Przedstawiamy Wam kilka "kultowych" smaków Gruzji, które również na nas zrobiły wrażenie:
WINO
coraz bardziej zyskujące na sławie wino gruzińskie to coś, co zdecydowanie warto spróbować. Spokojnie możecie próbować różnych rodzajów, a także zaopatrzyć się w kilka butelek, jako podarunki z podróży ;) To, że wino jest ważne dla Gruzinów widać na każdym kroku- winorośl rośnie praktycznie wszędzie: obrasta balkony, rośnie na ulicy, czy w ogrodach... Wino to po prostu podstawa w Gruzji! :)
CHINKALI
czyli delikatne sakiewki z ciasta, które w swoim wnętrzu kryją prawdziwe cuda! Klasyczna wersja ma odrobinę rosołu, który jako pierwszy trzeba "wysiorbać", oraz mięsne nadzienie ze sporą ilością świeżej kolendry. Chinkali jest jednym z najpopularniejszych dań, jakie Gruzini zajadają. Kupuje się je na sztuki (teoretycznie, bo zazwyczaj jest jakaś ilość, którą restauracje serwują jako minimum, zwykle koło 5-6 sztuk). Sakiewki występują też w innych wariantach nadzienia, próbowaliśmy tych z serem (w kilku restauracjach ser był inny, więc jak widać w tym przypadku wszystko zależy od miejsca) oraz wersję z ziemniakami (ta opcja przypominała nam nadzienie z pierogów ruskich, więc bardzo smaczna!). Chinkali należy solidnie obsypać pieprzem i zajadać ze smakiem! Gruzini traktują ten przysmak jako idealną zagryzkę np. podczas spotkań towarzyskich, do piwa - my też polecamy je w takiej wersji, jako przekąskę podczas wieczornego wypadu na miasto ;)
CHACZAPURI
czyli fantastyczna opcja śniadaniowa i nie tylko ;) Chlebek, w którym zapieczony jest ser biały, a na górze wbite jest żółtko jajka, czasem dorzucony jest kawałek masła. Sycący placek, który pomoże nabrać sił na cały dzień zwiedzania - uwaga na wielkości - są naprawdę spore! :)
SERY
Gruzja z serów nie słynie, ale będąc na miejscu warto ich spróbować. Są to przede wszystkim białe sery z mleka krowiego lub koziego, które są również częścią omawianych wyżej potraw. Do sera warto zamówić talerz pomidorów lub warzyw, które w Gruzji są przepyszne! Nie zdziwcie się jednak, kiedy dostaniecie talerz pełen szczypioru tak, jak my w Batumi - dogadanie się w języku angielskim nie jest łatwe w Gruzji ;)
widoczny na zdjęciu: ser Imeruli
CZURCZCHELA
ciekawostka, jakich mało! Orzechy różnej maści otoczone są galaretkowatym sokiem owocowym. Wiszą na sznurku wyglądając jak... kiełbaska! :) Rewelacyjny pomysł na prezent z podróży! Czurczchela ma mnóstwo wariantów smakowych, sok robiony jest bowiem z różnych owoców, przy czym ten najbardziej klasyczny wariant to czerwona w kolorze galaretka z soku z winogron.
Na stoiskach z czurczchelą można też często kupić "naleśniki" zrobione z galaretkowatego soku.
RYNKI pełne są warzyw i owoców. Warto przejść się po nich, by kupić garść soczystych brzoskwiń, lub śliwek.
Łatwo też kupić arbuzy, które sprzedawane są praktycznie na każdym rogu, nie tylko na rynkach. Sprzedawcy arbuzów często stoją po prostu na ulicy, sprzedając owoce prosto z bagażnika... Nam jednak nie udało się arbuzów spróbować, bo jako backpackersi nie byliśmy przygotowani na dźwiganie przynajmniej 9 kg ciężaru ze sobą! Serio, arbuzy mają tam niesamowite wielkości, a sprzedawcy nie odkryli jeszcze opcji sprzedawania mniejszych kawałków ;) Może innym razem uda nam się spróbować świeżego arbuza ;)
Nie związaną z kulinariami ciekawostką jest targ staroci w Tbilisi. Jeśli szukacie oryginalnego suweniru z podróży przejdźcie się po okolicy Suchego Mostu. Między obrazami i popiersiami Stalina, a pamiątkami po czasach ZSRR znajdziecie stare płyty, sztućce, talerze, samowary, obrazy i wieeeeeele wiele ciekawostek ;) Warto zobaczyć, nawet bez robienia zakupów ;)
Gruzja to kraj pełen ciekawostek i różnorodności. Przez te kilka dni, kiedy zwiedzaliśmy Gruzję, spróbowaliśmy pysznego wina i niesamowitych specjałów kulinarnych - do Gruzji z pewnością warto pojechać, by przekonać się o tym wszystkim samodzielnie, jak również zobaczyć niesamowite krajobrazy i nowoczesne miasta...
M&M
Hummus
Wakacje w Izraelu były szczególne, nie tylko dlatego, że byliśmy tam w "gorącym" okresie konfliktu zbrojnego, ale również dlatego, że odkrywaliśmy smaki kuchni izraelskiej, a ta, jak sam Izrael zachwyciła nas swoim pięknem. Jednym z bazowych smaków tamtego regionu jest hummus - przepyszna pasta z ciecierzycy z dodatkami... To jedna z tych potraw, które zagościły w naszym domu na dobre - jak zrobicie hummus sami, zrozumiecie dlaczego! ;)
Składniki:
250 g suszonej ciecierzycy
1 łyżeczka sody oczyszczonej
4 łyżki soku z cytryny
4 łyżki pasty tahini
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka soli
100 ml lodowatej wody
Przygotowanie:
Przygotowania hummusu należy zacząć dzień wcześniej od namoczenia ciecierzycy. Po co najmniej 12 godzinach ciecierzycę odstawiamy do osuszenia, a następnie wrzucamy do suchego rondla. Przez około 3 minuty smażymy ją na sucho dosypując sodę oczyszczoną. Zalewamy ją 1,5 l wody i gotujemy ok. 30-40 minut do momentu, gdy ciecierzyca będzie miękka, dosłownie będzie się rozpadać. Odsączoną ciecierzycę wrzucamy do blendera/malaksera, dodajemy wszystkie pozostałe składniki za wyjątkiem wody i miksujemy na gładką masę. Na sam koniec dodajemy stopniowo lodowatą wodę i mikujemy kolejnych kilka minut. Koniecznie podawajcie go z solidnym chlustem oliwy i natką pietruszki! :)
Smacznego!
M&M
Barcelona na widelcu, czyli co zjeść w stolicy Katalonii?
Nasz niedawny pobyt w Barcelonie sprawił, że rozpoczynamy cykl "w podróży". Każdy kraj, region, a nawet miasto ma w swojej kuchni coś specjalnego, co dodaje podróży smaku. Przy okazji wyjazdów (małych i dużych) będziemy zwracać Waszą uwagę na lokalne smaki :) może pomoże Wam to w przygotowaniu własnych wyjazdów, albo przypomni specjały, które próbowaliście w podróży...
Dziś, odwiedzona przez nas niedawno, BARCELONA :)
Dzień witamy barcelońskim specjałem, czyli XOCOLATA AMB XURROS, czyli filiżanką gorącej czekolady z dodatkiem churros smażonych na głębokim oleju.
Churros, czy po katalońsku xurros, posypuje się cukrem. Można je maczać w czekoladzie, lub chrupać i popijać słodkim naparem.
Jest to jedno z bardziej sycących śniadań, jakie można zjeść! Ale nie ma się co dziwić: czekolada to istna bomba energetyczna, a smażone churros mają w sobie sporo oleju, a sama masa tego wypieku składa się jedynie z mąki pszennej i cukru. Churros wyglądają jak patyczki o przekroju gwiazdki.
Tradycja mówi, że jest to idealne śniadanie, by przywitać Nowy Rok, nic dziwnego, toż to zapowiedź samej słodyczy na cały rok!
Jeśli wybieracie się na zakupy i szukacie najlepszych smakołyków, koniecznie wybierzcie się na lokalny rynek - LA BOQUERIA. Znajduje się tu około 800 straganów, na których znajdziecie dosłownie wszystko: świeże owoce, warzywa, mięsa, słodycze, owoce morza, podroby, oraz kilka miejsc w których możecie zjeść małe przekąski.
Na La Boqueria na pewno spotkacie mnóstwo turystów, którzy kupują świeżo wyciskane soki, lub sałatki owocowe. Mała rada: przejdźcie cały rynek. W jego głębi znajdziecie takie same sałatki, jak na początku, ale w dużo lepszej cenie ;) Polecamy również zajrzeć po nie pod koniec dnia, można kupić dwie w cenie jednej, a ponieważ stoją w lodzie, nic z ich świeżości nie ucieka. Sałatki bazują na arbuzach i melonach, które wygrzane hiszpańskim słońcem smakują wyśmienicie. Wśród owoców znajdziecie również papaję, kawałek kokosa oraz smoczy owoc, czyli pitahayę (jak na zdjęciu wyżej). Taka sałatka to dobra alternatywa śniadania ;)
Jeśli szukacie kulinarnych prezentów, to na rynku La Boqueria na pewno znajdziecie coś odpowiedniego. Szczególnie smacznym souvenirem jest oryginalna kiełbasa CHORIZO. Jest wykonana z mięsa wieprzowego i bardzo aromatyczna. Występuje w kilku różnych wersjach.
Oprócz chorizo Waszą uwagę na pewno zwrócą JAMÓN, czyli wielkie, wieprzowe szynki. Jest sporo miejsc, gdzie możecie skosztować ciętych, cieniutkich listków szynki. W wielu sklepikach sprzedaje się również całe, olbrzymie udźce. Jamón to szynka specyficzna, gdyż podsuszana jest w całości tradycyjną metodą, podobno traci nawet 50% swojej pierwotnej wagi!
Warte spróbowania w Barcelonie są również lokalne PIZZE. Nie myślcie, że są to kopie tradycyjnych, włoskich przysmaków, jest to po prostu hiszpańska wersja pizzy. Krojone w prostokątne kawałki są świetną przekąską w ciągu dnia i w nocy ;)
Jak widzicie, smaki Barcelony są różnorakie: słodkie jak churros, pikantne jak chorizo, słone jak owoce morza i bardzo kolorowe, niczym owocowe sałatki :) Koniecznie spróbujcie tego, co udało nam się poznać i odkrywajcie jeszcze więcej, bo na pewno Barcelona ma na swoim widelcu jeszcze coś ciekawego ;)
M&M
Etykiety:
w podróży
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































