O duńskiej miłości do groszku

Witajcie Kochani!

Dzisiaj przychodzimy do Was z kulinarną ciekawostką dotyczącą Danii - tak, jak w tytule postu widzicie, mowa będzie o zielonym groszku 💚



Letnie stragany z warzywami i sklepowe kąty warzywne przyniosły sporą niespodziankę. Promocji na zielony groszek nie było końca, chyba nigdy takiego groszkowego szału nie widzieliśmy w Polsce... a właściwie, czemu?!

Z dzieciństwa pamiętamy wyjadanie świeżego groszku prosto z łupin. Słodki smak, chrupkość, wszystko w zielonym groszku było super! Teraz nie przypominam sobie, aby świeży groszek był łatwy do kupienia na ryneczkach. Co się z nim stało? Czy tak bardzo przerzuciliśmy się na ten z puszki, że zapomnieliśmy o jego świeżej wersji?!



Dania przypomniała nam ten niesamowity smak. Otwieranie łupiny, by wyjąć z niej kulki zieloności... Pycha! Zrobiliśmy więc mały research i okazuje się, że zielony groszek to jedno z bardziej lubianych warzyw w Danii! 💚

Nie znajdziecie tutaj zbyt wielu wariantów groszku w puszce - poza świeżym znajdziecie go głównie w sekcji mrożonek. Jak łatwo się domyślić, gdy sezonu na świeży groszek nie ma, zastępuje się go mrożoną, czyli właściwie wciąż nieprzetworzoną, jego wersją.



W Duńskiej kuchni znajdziemy zupę z groszku, ale przede wszystkim warzywo to jest jedzone jako samodzielny dodatek do obiadu. Świeży groszek jest jedynie blanszowany i dodawany do głównego dania, jako porcja warzyw.
Sałatka włoska (nazywana ze względu na występujące w niej kolory warzyw) to kolejna forma zajadania groszku w Danii. Sałatka jest dość prosta, zawiera w sobie marchewkę, szparagi i zielony groszek - całość oczywiście zatopiona jest w majonezie.
Dość płynna potrawka z kurczaka z marchewką i groszkiem podawana jest w słonych babeczkach - to bardzo typowa duńska potrawa, nieco z "babcinej kuchni".

Miło przypomnieć sobie smak świeżego groszku i wspomnieć czasy, gdy był on wszędzie tylko w takiej wersji. Jest zdecydowanie smaczniejsza niż z puszki ;) Tutaj chyba warto brać przykład z Danii :)


M&M


PS. Wybaczcie tę ilośc groszkowych zdjęć... ten widok był tak piękny, że pani M musiała zrobić więcej fotografii, niż to potrzebne...  💚





Duński fenomen Smørrebrød, czyli kilka słów o ... kanapce!

Witajcie Kochani!
My dalej jesteśmy w Danii i odkrywamy tutejsze ciekawostki... Dziś na widelec bierzemy Smørrebrød, czyli coś, co Duńczycy uwielbiają!

Zacznijmy od tego czym jest Smørrebrød - w dosłownym tłumaczeniu jest to posmarowany (w domyśle masłem) chleb. Na myśl przychodzi nam tutaj klasyczna pajda chleba z masłem, i słusznie, bowiem Smørrebrød występuje nie tylko w formie wypaśnej kanapki ale też zwykłego świeżego chleba z duńskim słonym masłem.



W przypadku Danii mówimy już o prawdziwym fenomenie Smørrebrød. To nie jest tak, jak w Polsce z pajdą chleba ze smalcem i ogórkiem, którą dostaniesz albo na festynie, albo w restauracji specjalizującej się w kuchni polskiej - tutaj Smørrebrød można kupić praktycznie wszędzie! Jest to nie tylko opcja śniadaniowa, ale też dodatek do kawy, czy przekąska, którą kupi się w kawiarnii i restauracji. Wiele lokali ma w swojej karcie Smørrebrød - jeśli jego cena jest w granicach 25-35 koron to pewnie jest to kilka kromek świeżego chleba z masłem, jeśli 50 koron i więcej - z pewnością dostaniecie na talerzu porządną kanapkę!

Najciekawsze Smørrebrød to te "napakowane" dobrem ;) Te kanapki nie nadają się do jedzenia rękoma, co więcej, one już z samym konceptem chleba posmarowanego masłem mają nie wiele wspólnego - to po prostu kromka chleba (z masłem) i górą dodatków!
Nie myślcie, że dostaniecie tutaj kanapkę z serem i pomidorem... O nie, Smørrebrød to coś więcej! Można kupić je z szarpanym mięsem, sałatką ziemniaczaną, czy rybą. Sosy, najczęściej na bazie majonezu lub duńskiego sosu Remoulade oplatają całą kanapkę swoją miłą tłustością, a na górze znajdziecie kolejnego duńskiego ulubieńca - prażoną cebulkę. Taką kanapką można się porządnie najeść!



Nie musimy chyba wspominać, że najlepszym dodatkiem do lunchu składającego się ze sporej wielkości Smørrebrød będzie ... duńskie piwo? ;) Macie naszą gwarancję, że tutejszy Carslberg będzie smakować inaczej niż to, co znacie z polskich sklepów.

Będąc w Danii poszukajcie koniecznie knajpek specjalizujących się w Smørrebrød, a jeśli nie wpadniecie na taką - w każdej innej z pewnością też znajdziecie w karcie pajdę chleba z solonym masłem, bądź jego wypaśną wersję. To smak Danii, który warto poznać! :)

Smacznego!
M&M


Moda na HYGGE, czyli porównanie książek, prosto z Danii

Witajcie Kochani!
Trochę zmian u nas... bowiem wyprowadziliśmy się do Danii. Jest to zatem najlepsze z możliwych miejsc, by poznać tajemnicze i modne HYGGE.



Przed wyjazdem kupiłam jedną z księgarskich pozycji dotyczących hygge, tak się też złożyło, że drugą pozycję dostałam w prezencie, więc zabieram się za porównanie, bo pewnie jesteście ciekawi, co je różni i którą warto kupić?

Książki o których będę Wam opowiadać to:

„Hygge. Klucz do szczęścia” Meik Wiking. Tłumaczenie: Elżbieta Frątczak-Nowotny. Wydawnictwo Czarna Owca.
oraz

Pierwsza pozycja, napisana została przez naukowca. Pracujący w Instytucie Badań nad Szczęściem Meik Wiking, zawodowo prowadzi badania dotyczące poczucia szczęścia. Wiking w książce opowiada o tym, czym jest HYGGE, ale również sprawnie przekonuje nas, że zasady, na jakich HYGGE bazuje, są prostą drogą do poczucia szczęścia. Oczywiście, bierze on tutaj pod uwagę różnice kulturowe, czasem dość żartobliwie opowiada o nich, w kontekście specyficznego podejścia Duńczyków do wielu spraw życiowych, jak np. design, ale jego opowieść, przyprószona garścią wyników badań naukowych, daje nam dość konkretny pogląd na hygge.
W książce znajdziemy szereg ciekawych opowieści z życia prywatnego, ale też socjologicznych obserwacji Wikinga. W każdym rozdziale zaś dowiemy się więcej o konkretnych "składowych", dzięki którym hygge jesteśmy w stanie osiągnąć, nawet, gdy nie mieszkamy w najszczęśliwszym kraju na Świecie.
W tej publikacji znajdziemy też kilka przepisów kulinarnych, jak również adresy najbardziej hygge miejsc w Kopenhadze.

Pozycja druga, napisana została przez duńską aktorkę, Marie Tourell Sødeberg. Marie, w szeregu krótkich opowiastek, gdzie pytani przez nią ludzie opowiadają o tym, co jest hygge, przedstawia nam wiele postaci, jakie może przybrać hygge. Chociaż wypowiadają się tutaj ludzie z różnych pokoleń i o różnych zainteresowaniach, znajdziemy w ich słowach wspólny mianownik.
W tej publikacji również znajdziemy trochę przepisów kulinarnych, jak również kilka projektów DIY.

A teraz kilka słów porównania, bo pewnie jesteście ciekawi, która z tych książek faktycznie jest lepsza i będę szczera: dla mnie ta autorstwa Wikinga.
Chociaż brokatowo wyglądająca okładka u Sødeberg jest przesliczna, to jednak, jako laik i osoba poznająca dopiero sztukę hygge, potrzebowałam konkretnych informacji i właśnie takie znalazłam u Wikinga. 
Dodatkowo to, że Wiking podpiera się momentami badaniami naukowymi, pokazuje nam, że to, co Duńczykom przychodzi z łatwością i faktycznie daje im poczucia szczęścia (dzięki któremu ich kraj wciąż góruje w rankingach dotyczących szczęścia mieszkańców) jest w rzeczywistości bardzo proste! :)
Również kolejność, w jakiej czytałam książki (najpierw Wiking, później Sødeberg) sprawiła, że "braki" jej książki były bardzo widoczne. Podejrzewam, że gdybym czytała je w odwrotnej kolejności, Wiking byłby najlepszym uzupełnieniem tego, co napisała Sødeberg. 
Koniec końców, obie książki polecam, ale i ostrzegam: znajdziecie w nich inne treści, wciąż bardzo hygge, ale warto zacząć od dobrej bazy, czyli "Hygge. Klucz do szczęścia".
Miłej lektury!
Pani M.

PS. Co powiecie o poście dotyczącym duńskich wypieków? ;) 


Szybkie tosty dla zabieganych

Nie macie czasem tak, że po powrocie do domu z pracy chcielibyście zjeść coś ciepłego na szybko, ale nie macie siły i produktów na wielkie gotowanie? Jeśli zdarzy się tak, że poza światłem w lodówce znajduje się tam jedynie kilka plastrów sera i puste półki, a w chlebaku czeka czerstwy kawałek chleba - nie wpadajcie w panikę!

Mamy dla Was podpowiedź, jak szybko i smacznie zjeść, by zyskać nieco energii na zakupy uzupełniające lodówkę ;)

Te TOSTY przypadną do gusty wszystkim zabieganym! :)







































Składniki (porcja dla 2 os.):
- 4 kromki chleba (mogą być nawet czerstwe)
- 3 jajka
- dowolny ser, szynka
- 2 łyżki mleka
- 1 łyżka masła
- sól, pieprz

Przygotowanie:
Rozbijamy nasze jajka w dużej misce i rotrzepujemy widelcem razem z mlekiem. Dodajemy sól i pieprz do smaku. W tak przygotowanych jajkach namaczamy nasz chleb, obtaczając go ze wszystkich stron. Jeżeli nie jest dzisiejszy, dajmy mu trochę poleżeć i namoknąć. Wyjmujemy chleb i między dwie kromki wkładamy ser (żółty, camembert, parmezan) i pokrojoną szynkę. Na patelni rozpuszczamy masło i na średnim ogniu podsmażamy nasze tosty na złoto z obu stron. Podajemy na ciepło ze świeżą sałatką.




Wesołego Alleluja!

Wszystkim życzymy cudownych i rodzinnych Świąt w wiosennej atmosferze!

M&M



Żurek wielkanocny

Pozostał nie cały tydzień do Świąt Wielkiej Nocy - pora zatem pomyśleć o tym, co zagości na stole... A tutaj jedno jest pewne: poza jajkami, bez dwóch zdań, na stole znajdzie się żurek!

Nasz przepis to połączenie staropolskiego przepisu z mamowymi podpowiedziami, jednym słowem: jest pysznie i klasycznie!

PS. Jeśli szukacie przepisu na wielkanocne wypieki, koniecznie sprawdźcie nasz puszysty sernik i słodki mazurek :)




Składniki:

- włoszczyzna
- kość schabowa
- 200 g boczku wędzonego
- 300 g białej kiełbasy
- zakwas na żur
- jajka
Do przyprawienia: chrzan, 1-2 ząbki czosnku, majeranek, sól, pieprz

Przygotowanie:

Włoszczyznę, kość schabową i boczek wędzony zalewamy 2 litrami wody i podgrzewamy do zagotowania. Dodajemy liść laurowy, ziele angielskie, pieprz ziarnisty i sól. Zmniejszamy ogień i gotujemy ok. 1,5 h. Do wywaru dodajemy również białą kiełbasę i gotujemy przez kolejne 0,5 h. Przygotowany wywar odcedzamy  – wyjmujemy kość a marchew, pietruszkę i seler kroimy na mniejsze kawałki. Podobnie robimy z białą kiełbasą i boczkiem – ich ilość w zupie zależy już od indywidualnych preferencji, my sugerujemy wyjąć tłuste kawałki boczku i zostawić większą ilość kiełbasy. Do garnka z przygotowanym wywarem  dolewamy zakwas, całość zagotowujemy dodając pokrojoną włoszczyznę, białą kiełbasę i boczek. Żurek doprawiamy solidną łyżeczką chrzanu, 1-2 ząbkami czosnku wyciśniętego bezpośrednio do garnka, jak również majerankiem. Gotujemy przez kilka minut do połączenia się smaków. Żurek najlepiej podawać z ugotowanym jajkiem i kromką razowego pieczywa.






Smacznego!
M&M

Malezja na widelcu, czyli o egzotycznej kuchni i street foodzie

Do tego posta zabieraliśmy się dość długo, głównie dlatego, że temat kulinarnej Malezji jest bardzo rozległy... ale udało nam się zebrać trochę konkretów, które mamy nadzieję przydadzą się innym podróżującym po tym pięknym kraju! :)

My pokusiliśmy się o małe podsumowanie tego, co widzieliśmy, próbowaliśmy i o czym czytaliśmy! Zobaczcie sami :)

- 1 -
STREET FOOD



Street food to najtańsza i najsmaczniejsza forma stołowania się w Malezji. Polecamy ją każdemu, kto nie boi się nieco ubrudzić, siedzieć na plastikowych krzesełkach i przede wszystkim szuka nowych smaków!

Uliczne budki z jedzeniem znajdziecie na każdym kroku, ale najwięcej jest ich wieczorami. Mieszkańcy Malezji uwielbiają street food, ale nie ma się czemu dziwić: ceny są obłędnie niskie a to, co można zjeść jest obłędnie smaczne, świeże i przygotowywane na naszych oczach :)

Wyspa Penang uznana została za street foodowe królestwo - faktycznie, ilość budek z jedzeniem, jakie można tam zobaczyć na każdym kroku jest niesamowita!

Wśród potraw, jakie możecie spróbować w street foodzie kilka zwróciło naszą uwagę, zobaczcie sami:



Kawałki kaczki podawane wraz z noodlami, sosem z warzywami i odrobiną bulionu.

Ni to zupa, ni to makaron z mięsem - w miesce znajdziecie również bulion, w którym obtaczany jest makaron. Kaczka obłędna, krojona na kawałki, które łatwo złapać patyczkami. Łyżka do zjedzenia bulionu również jest pomocna przy konsumpcji ;)













Nasi lemak, czyli sakiewka zrobiona z liści bananowca w której kryje się ryż z dodatkiem krewetek, albo kurczaka. 

Zdecydowanie warto spróbować, tym bardziej, że podobno jest to jedno z ulubionych dań street foodowych w Malezji :)















Lok lok, czyli obłędny system "patyczkowy". Do dyspozycji jest sporo składników, każdy wbity na patyczek z kolorową końcówką. Wśród składników znajdziecie zarówno warzywa, jak i kawałki mięsa i owoce morza. Składnik na patyczku podgrzewa się (lub gotuje) we wrzącej wodzie, macza w sosie i zjada stojąc tuż obok stoiska. Jak macie dość, przekazujecie pęk patyczków sprzedawcy, a on podlicza Wasz rachunek zależnie od tego, jaki kolor mają końcówki patyczków.

Świetna zabawa i można spróbować wielu smaków w małych porcjach!





- 2 -
KUCHNIA TAJSKA, HINDUSKA I CHIŃSKA

Malezja pod względem kulinariów jest szczególnym miejscem. Kraj ten składa się z trzech narodowości żyjących w zgodzie, choć każda grupa celebruje i utrzymuje swoją tożsamość, wyrażając ją również w kulinariach.

W Malezji spróbujecie zatem bez problemy oryginalnej kuchni chińskiej, hinduskiej, jak również tajskiej i malajskiej.



Fantastyczna kuchnia hinduska to coś, czego nie możecie przegapić! Jest wyjątkowo tania i łatwo dostępna, szczególnie w dzielnicach typu Little India, które znajdziecie zarówno w Kuala Lumpur, jak i na wyspie Penang. 

Na zdjęciu kurczak Tandoori z tradycyjnymi sosami. Pyszny, aromatyczny i soczysty! Idealny z tradycyjnym plackiem Naan.












Egzotykę i ostrość znajdziecie w kuchni tajskiej i malajskiej, którą łatwo znajdziecie w przydrożnych barach i na ulicznych straganach.

Zupy podawane są zwykle z kurczakiem (ajam) lub krewetkami. Buliony zazwyczaj są mocno pikantne, dodawane są warzywa oraz świeże zioła (kolendra, szczypior, pietruszka).

Świetne i bardzo tanie jedzenie, które rozbudza zmysły całą gamą smaków, jakie możecie wyczuć w jednej małej zupce - absolutnie nie do przegapienia w dowolnej postaci!







Miska pełna szczęścia - tak mogę opisać cudownie aromatyczną tajską zupę Tom yam, gdzie bulion z dodatkiem mleka kokosowego, miesza się z kurczakiem, warzywami, trawą cytrynową, korzeniem imbiru i niesamowitą ostrością!

Absolutnie nasz faworyt jeśli chodzi o zupy z tamtego regionu świata!













Kuchnia chińska okazała się dla nas największym wyzwaniem. Uwierzcie, nie ma ona zbyt wiele wspólnego ze znanym nam "chińczykiem" na wynos... 

Puchate dim sumy okazały się najsmaczniejsze ze śniadania (tak, śniadania!), które widzicie na zdjęciu, choć miały w sobie części wieprzowiny, jakich zwykle nie jemy... Generalnie: dość specyficzna mieszanka smaków, tekstur i części mięsa, których nie jemy... Dla nas przeżycie dość traumatyczne, choć na pewno znajdą się smakosze ;)







- 3 -
OWOCE I WSZYSTKO, CO ŚWIEŻE

W kwestii owoców Malezja zaskoczy Was kompletnie! Królem jest tam durian, czyli najbardziej śmierdzący owoc na świecie. My akurat nie mieliśmy możliwości spróbowania go, bo podróżowaliśmy po Malezji poza jego sezonem, ale liczymy, że uda nam się to jeszcze nadrobić :) W Malezji można kupić praktycznie wszystko z durianem - ciasteczka, czekoladki, napoje, zaś sam owoc to nieproszony gość w hostelach, środkach komunikacji miejskiej i wielu miejscach publicznych - jego zapach jest podobno bardzo nieprzyjemny i wyjątkowo intensywny.

Na straganach znajdziecie mnóstwo egzotycznych owoców, których nazw nawet nie znamy. Poza smoczym owocem (dragonfruit), znajdziecie również karambolę, która po przekrojeniu ma piękny kształt gwiazdki, czy smaczne melony i arbuzy, które są dostępne cały rok. Próbowaliśmy również świeżej papai i jackfruit, który jest za duży, by kupować go całego i na szczęście można kupić go w małych kawałkach na straganach :)

Rada jest jedna: kupujcie co Wam wpadnie w oko i próbujcie, bo u nas takich owoców po prostu nie spróbujecie!



Podróż po obszarach wyspiarskich to idealna okazja, by kosztować owoców morza, które są pyszne i tanie. Świeże krewetki można dostać w różnej postaci, ta smażona smakowała nam wyjątkowo!




- 4 -
CIEKAWOSTKI

Cameron Highlands to jeden z bardziej znanych obszarów Malezji. Położony na najwyższych terenach kontynentalnej części Malezji, charakteryzuje się odmiennym klimatem, który idealnie nadaje się do uprawy herbaty. Zielone plantacje herbaty, które rozpościerają się po wyboistych terenach wyglądają wyjątkowo malowniczo. Warto podjechać tam, by zobaczyć te widoki, napić się herbaty i kupić jej kilka paczek (to świetny podarunek dla rodziny i znajomych :) nie kupujcie jednak zielonych, bo w CH rosną jedynie odmiany dające czarną herbatę).

Cameron Highlands to kraina specjalna również dlatego, że jest to jedyne miejsce w tym kraju, gdzie rosną ... truskawki! :) Mieszkańcy tamtych obszarów są z nich bardzo dumni, co dla nas może wydawać się dość dziwne ;) 



Na tym zakończymy naszą małą podróż kulinarną po Malezji. Z pewnością jest więcej do opowiadania, ale sami nie jesteśmy w stanie tego ogarnąć! :)
W przygotowaniach do poznawania kuchni tego kraju pomógł nam bardzo blog mieszkającej na stałe w Malezji Zuzy - jeśli wybieracie się tam, jej wpisy będą dla Was wyjątkowo cenne, bo Zu pisze również o street foodzieowocach, jak i opisuje mnóstwo szczegółów pomocnych przy podróżowaniu po Malezji :)

Mamy nadzieję, że i nasz mini przewodnik dał Wam kilka ciekawych informacji! Malezja to piękny kraj pełen różnorodności, również kulinarnej - warto to sprawdzić samodzielnie! :)


Wesołych Świąt!

Kochani, składamy Wam serdeczne życzenia pięknych i wesołych Świąt!
Spędźcie je cudownie z Waszymi najbliższymi przy pełnych stołach.
Niebawem wracamy z podróżniczym postem, a póki co...
Niech Wam się wiedzie i niech brzuchy cieszą się na kulinarną ucztę!
M&M

świąteczne tagi do prezentów z reniferem - DIY

Czas świątecznej magii zbliża się coraz szybciej, powoli kompletujemy prezenty gwiazdkowe, pora więc też pomyśleć o ich pakowaniu. Poza pięknym papierem przydadzą się również fantazyjne tagi, na których wypiszemy imiona naszych najbliższych... Dziś mała podpowiedź, jak wykonać je własnoręcznie :)



Zabawy będzie sporo, więc dzieci mogą Wam w tych przygotowaniach pomóc! Zobaczcie sami, jak łatwo można zrobić coś samodzielnie! Do pracy, renifer Rudolf czeka! :)

PS. Jeśli mało Wam świątecznego rękodzieła, koniecznie zobaczcie nasz mały tutorial na wykonanie świątecznego wieńca :)


Potrzebne materiały:
- sztywny papier / brystol
- pistolet z gorącym klejem (jeśli przygotowujecie ten projekt z dziećmi, spróbujcie kleju Magic - jest przezroczysty i powinien poradzić sobie z tym zadaniem)
- sznurek
- czerwone guziki
- dodatkowo: nożyczki, mazaki, opcjonalnie linika i dziurkacz do papieru

Wykonanie:
Naszą pracę zaczynamy od stworzenia wzorcowego tagu: możemy wykorzystać jakiś zeszłoroczny tag, lub stworzyć kształt, jaki nam się podoba. Wzorzec ten będzie nam służył, jako baza do odrysowania go na brystolu. Ja wybrałam bardzo klasyczny kształt, nieco podłużny ze ściętymi rogami w górnej części. Odrysowane tagi wycinamy :)


Wycięte tagi będą bazą naszych dalszych działań - to dopiero tutaj zacznie się prawdziwa zabawa! :) Za pomocą pistoletu z klejem przyczepiamy do tagów guziki. Dziś robimy tagi z reniferem Rudolfem, więc pamiętajcie, by guziki przykleić nieco poniżej środka tagów.



Nosek mamy gotowy, teraz zabieramy się za Rudolfa ;) Ponieważ guzik był dość sporych rozmiarów, postać renifera rysowałam grubym mazakiem, co wyważyło cały wygląd :) Na koniec pozostało tylko wykonanie dziurek i wykończenie tagów sznureczkiem.



Widzicie jakie to łatwe? Całe stado reniferów czeka na to, by przyozdobić Wasze prezenty ;) Jeśli macie chęć na więcej tego typu działań, spróbujcie z mniejszymi guziczkami układając je np. w kształt śnieżynki, lub choinki. Czerwony guzik może być też zmarzniętym nosem św. Mikołaja - ograniczeń nie ma! Bawcie się, twórzcie i cieszcie się świąteczną atmosferą!

Pięknych Świąt Kochani!
Pani M.


muffiny z nadzieniem

Jesienią jakoś szczególnie chce się słodyczy... może to kwestia niższych temperatur, a może tego, że po prostu siedząc pod kocem, trzymając herbatę w dłoni, brakuje tylko ciacha, albo kawałka czekolady w drugiej ręce ;)
Właśnie dlatego dziś specjalnie dla wszystkich łakomczuchów mamy prosty przepis, który pozwoli Wam szybko i bezproblemowo przygotować blachę muffinów z nadzieniem. W roli "wkładki" najlepiej sprawdzą się domowe dżemy albo przetwory, które latem przygotowaliście (albo Wasze mamy/babcie ;) ). My wykorzystaliśmy cudowny słoiczek z konfiturą z porzeczek, prezent od jednej z mam ;) - jak widzicie, nadzienia było sporo i bardzo nam to pasowało!
Na co czekacie, zbierajcie się do kompletowania składników i za moment gorący muffin wpadnie w Wasze łapki! :) Do dzieła!



Składniki na blachę do muffinów (źródło):
- składniki sypkie:
2 szklanki mąki pszennej
pół szklanki cukru
opakowanie cukru waniliowego
łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
- składniki mokre:
1 szklanka mleka
pół szklanki oleju roślinnego
jajko
konfitura

Przygotowanie:
Wszystkie suche składniki mieszany w misce, następnie dodajemy do nich  mokre składniki i całość mieszamy uzyskując jednolitą masę. Przygotowujemy formę do muffinów wkładając do niej papilotki. Do każdej z nich wkładamy po łyżce naszej kleistej masy. Gdy mamy wszystkie papilotki napełnione, każdą przyszłą muffinkę "nadziewamy" ;) Oznacza to, że na środek każdej papilotki wypełnionej masą muffinową kładziemy nieco konfitury, którą później przykrywamy resztą ciasta. Jeśli przesadzicie z nadzieniem, wyjdzie Wam ono nieco, jak u nas, ale co tam - jak szaleć, to szaleć! :) Blachę muffinową wkładamy do nagrzanego do 190'C piekarnika i pieczemy około 25 minut.
Jeśli macie chęć bardziej zaszaleć, upieczone muffiny można polać czekoladą, albo posypać cukrem pudrem - my zostawiliśmy je bez dodatków :)

PS. Ciepłe są wspaniałe!

Smacznego!
M&M