niedzielne śniadanie

Niedzielne poranki to unikalny moment błogiego lenistwa. Czas, kiedy można zjeść spokojnie śniadanie i nie łapać w biegu kanapki z serem ;)

Dzisiejszy poranek sponsorowała nam literka "O" jak omlet i "T" jak truskawki!



Składniki:
- 2 jajka
- 2 łyżki mąki
- szczypta soli, masło lub olej do smażenia

Przygotowanie:
Oddzielamy żółtka od białek. Do białek dodajemy szczyptę soli i ubijamy na bardzo gęstą pianę (najlepiej i najszybciej zrobić to mikserem). Następnie zmniejszamy obroty miksera i dodajemy żółtka, jedno po drugim, a na koniec dodajemy mąkę. Naszą puszystą i kremową masę wrzucamy na rozgrzaną patelnię, na której wcześniej rozpuszczamy trochę masła.

Smażymy z obu stron do uzyskania pięknego, lekko brązowego koloru.




Tak przygotowany omlet smakuje dobrze nawet sam, po prostu z cukrem pudrem, konfiturą, miodem lub dowolnymi owocami, gdy macie je pod ręką. My urządziliśmy sobie ucztę, do której użyliśmy:
- 3 łyżek mascarpone
- 1 łyżki jogurtu naturalnego
- cukru pudru
- truskawek

Wymieszaliśmy mascarpone z jogurtem i dodaliśmy trochę cukru pudru dla smaku. Proporcje w zasadzie są dowolne i zależą wyłącznie od waszych upodobań. Truskawki na wierzchu uwieńczyły nasze śniadanie :)





















Życzymy sobie i Wam takich śniadań co niedzielę ;)
Mmmmmmmmniam!

M&M

Magdalenki na przywołanie wiosny

Zima zimą, ale kiedy będzie już wiosna?

Dziś na przywołanie wiosny mamy dla Was przepis na ciastka o wdzięcznym imieniu: Magdalenki. Podobno nazwa tych ciastek pochodzi od pewnej Pani, Madeleine rzecz jasna, która była XIX-wieczną mistrzynią wypieków ;) Są maślano-cytrynowe i rozpływają się w ustach...

Magdalenki wymagają określonej formy, muszą mieć miejsce na wyrośnięcie... My wykorzystaliśmy wiosenny motyw tulipana... Czyż efekt nie jest piękny?! :)


Przepis pochodzi z książki Ladurée - Sucré (chyba najbardziej znany "dom cukierniczy" z Paryża, w szczególności za swoje wyjątkowe macarons). My znaleźliśmy go tutaj.

Składniki:
- 2 cytryny
- 160 g cukru
- 175 g mąki + trochę do posypania foremek
- 10 g proszku do pieczenia
- 180 g masła + 20 g do foremek
- 4 jajka
- 2 łyżki miodu

Przygotowanie:
Pieczenie Magdalenek należy zacząć dzień wcześniej. Do garnka dodajemy większą część masła i rozpuszczamy na małym ogniu. W między czasie ścieramy skórkę z cytryn i mieszamy z cukrem, natomiast w drugiej misce przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia. Ubijamy jajka do momentu spienienia się masy, do której dodajemy następnie cukier z naszą skórką z cytryn i miód. Ponownie ubijamy. Zmniejszamy obroty i dodajemy nasze sypkie składniki, mąkę z proszkiem do pieczenia, a następnie rozpuszczone, lekko ostudzone masło. Tak przygotowane ciasto szczelnie zamykamy lub owijamy miskę folią i wstawiamy do lodówki na co najmniej 12 godzin. 

Następnego dnia rozgrzewamy piekarnik do 200 'C. Rozpuszczamy resztkę masła w rondelku i pędzelkiem smarujemy wnętrza naszych foremek. Wkładamy je na 10-15 minut do lodówki aby masło na nich zastygło. Wyjmujemy i obsypujemy wnętrza foremek mąką (pozbywamy się nadmiaru mąki odwracając formę i strzepując). Foremki wykładamy ciastem do 3/4 wysokości i pieczemy 8-10 minut.




Efekt końcowy jest pyszny, słodki i bardzo domowy :) Przy wersji tulipanowej ma jeszcze bonusowe wrażenia estetyczna! Najlepiej smakują tego samego dnia po upieczeniu ;)

Smacznego!
M&M



Nachos i guacamole w domowym zaciszu

Któż z nas nie marzy o dalekich podróżach i kulinarnych odkryciach? My na pewno... Jednym z najprzyjemniejszych aspektów podróżowania jest poznawanie nowych smaków. Co prawda w Meksyku nas jeszcze nie było, ale nie oznacza to, że oryginalnych nachos i prawdziwego guacamole nie można skosztować w domowym zaciszu! :)




Ten smakowity zestaw jest prostszy niż myślicie! Do upieczenia nachos potrzebujemy jedynie kilku składników, zaś guacamole to pasta, której wykonanie zajmuje wyjątkowo mało czasu! Do dzieła :)

Nachos:

Składniki:
- 50 g mąki pszennej
- 50 g mąki kukurydzianej (nie jest tak rzadka jak myślicie, wystaczy się dobrze rozejrzeć)
- 80 ml wody
- 2 łyżki oleju roślinnego
- przyprawy (1 łyżeczka soli, 1 łyżeczka papryki słodkiej, pół łyżeczki chilli)

Przygotowanie:
Mieszamy dwie rodzaje mąki z przyrawami. W między czasie zagotowujemy wodę wraz z olejem i zalewamy sypkie produkty mieszając całość. Po chwili możemy posłużyć się rękami aby uzyskać jednolitą masę. Odstawiamy na 10-15 minut do przestygnięcia. Na posypanym mąką blacie rozwałkowujemy cienko nasze ciasto wycinając następnie charakterystyczne nachosowe trójkąty. Przekładamy je na wyłożoną papierem blachą i pieczemy 10-12 minut w temperaturze 200 'C. Uwaga z doglądaniem na końcu, aby się nie przypaliły!




Guacamole:

 Składniki:
- 2 awokado
- 1 limonka
- pół czerwonej cebuli
- papryczka chilli
- kolendra

Przygotowanie:
Wyciągamy z awokado miąższ (najlepiej przeciąć na pół, wyjąć pestkę i całość wydrążyć łyżką), skrapiamy sokiem z połowy limonki aby nie sczerniało i rozcieramy w moździeżu, bądź widelcem lub posługujemy się blednerem. Po uzyskaniu pięknej zielonej pasty dodajemy bardzo drobno posiekaną chilli, cebulę, kolendrę (ok. pół pęczka) i szczyptę soli. Mieszamy wszystko ze sobą i próbujemy. My lubimy gdy jest limonkowe, ale nadal ostre, stąd nigdy nie żałujemy tych dwóch składników. Smacznego!




Jak widzicie przygotowanie tej przekąski nie jest aż tak skomplikowane ;) Nie pozostaje nic innego, jak do tego zestawu kupić dobre piwo i cieszyć się smakiem Meksyku w domowym zaciszu!




M&M

burgery z Czarnej Owcy

Wbrew tytułowi... nie jedliśmy burgera z czarnej owcy, ale jedliśmy za to burgera w nowym, szczecińskim lokalu Czarna Owca.

Tym postem rozpoczynamy nasz cykl recenzji kulinarnych :)

Czarna Owca, znana szczecinanom wcześniej jako kawiarnia Po Godzinach, mieści się na Deptaku Bogusława. Lokal zmienił się dość mocno. Po Godzinach słynęło ze wspaniałych czekolad na gorąco podawanych w różnych formach (z wiśniami... mmmmmniam!) i było raczej spokojnym miejscem biorąc pod uwagę mocno alkoholowe towarzystwo innych lokali ;)

Czarna Owca to zmiana zarówno pod względem wizualnym, jak i smakowym. Z herbat, czekolady i kawy przenieśliśmy się w klimat (jak mówi ich hasło) "premium shot & snack".

                                fot. Facebook: Czarna Owca

Menu jest skromne, zarówno alkoholowe, jak i jedzeniowe, ale treściwe. Wśród alkoholi dominują jednak przede wszystkim popularne trunki i nie spróbujecie tutaj niczego nowego. Ale czy to znaczy, że to źle? Absolutnie nie!

Ku pokrzepieniu apetytu Czarna Owca szczyci się domowymi frytkami, burgerami i minipizzami - jak zachwalają, wszystko robione na poczekaniu.

Wśród snacków serwowanych w Czarnej Owcy najbardziej chcieliśmy spróbować BURGERA. No i cóż... w cenie 10zł otrzymujemy średniej wielkości burgera i musimy przyznać, że był on naprawdę smaczny! Wyraźnie czuć, iż mięsem wypełniającym burgera jest wołowina, która jest grillowana i odpowiednio przyprawiona, oraz ku uciesze żeńskiej M. dobrze wysmażona. Pysznemu mięsu towarzyszy sałata, pomidor, odrobina cebuli i sosy. Niby proste, ale przepyszne. Cóż chcieć więcej? Wszystko jest świeże i dobrze skomponowane.

Niestety zawiedliśmy się na frytkach, serwowanych osobno i niestety za dość wygórowaną cenę. Hasło "domowe frytki" zobowiązuje, a te niestety były co najmniej zwykłe. Niemniej jednak burger zaskoczył nas na tyle miło, że nie popsuł naszych nastrojów i mimo wszystko, dobrego pierwszego wrażenia.

Nasza ocena: WARTO! Burger jest smaczny i zdecydowanie nadaje się na pyszną przekąskę do piwa, bądź jako opcja lunchowa dla osób pracujących w okolicach Deptaku. Frytkom może dajmy trochę czasu, aż się razem z Czarną Owcą trochę bardziej zadomowią w lokalnym otoczenia. A następnym razem na pewno spróbujemy minipizz! ;)

Pozdrawiamy!
M&M

wieniec świąteczny - DIY

Zapach pierników wprowadza świąteczny klimat do mieszkania, ale to przecież nie wszystko... Zmysł wzroku też musi mieć nieco radości, więc dziś pokażemy Wam jak zrobić świąteczny wieniec! :)

Projekt jest łatwy, a przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności możecie robić go również z dziećmi. Zaczynamy!




Materiały jakie potrzebujemy to:
- styropianowa podstawa wieńca
- materiał do owinięcia wieńca (ja użyłam białej organzy)
- dodatki do ozdobienia wieńca (wykorzystajcie co tylko chcecie! Wstążki, bombki, łańcuchy, filcowe dodatki i co tylko macie pod ręką!)
- pistolet z gorącym klejem
- opcjonalnie: nożyczki, szpilki



Wykonanie:
Owijamy styropianową formę materiałem. Aby dobrze przymocować materiał, musimy wykorzystać gorący klej. Uwaga: wiem, że nie każda styropianowa forma dobrze przyjmuje gorący klej - jeśli zobaczycie, że klej wtapia się w styropian: lejcie mniejszą jego ilość, lub użyjcie szpilek do przymocowania materiału.



Materiał przyklejamy według własnej fantazji. Zamiast organzy możemy również wykorzystać grube, satynowe wstążki - efekt będzie inny, ale na pewno równie ciekawy! :)
Mając gotową bazę możemy zacząć istne szaleństwo kreatywności! Ja przygotowałam sporo dodatków, a ostatecznie wykorzystałam jedynie kilka - sami zobaczycie jak będzie się Wam podobało ;) Dodatki również przykleiłam na gorący klej: na początek wykorzystałam cieniutki, srebrny łańcuch choinkowy z gwiazdkami. Później dokleiłam styropianowego, czerwonego ptaszka z cudnym ogonem z piór. Na koniec, jako ptasie gniazdko, doczepiłam czerwoną kokardę z satynowej wstążki, zaś górną część wieńca zrównoważyłam czerwoną, filcową gwiazdką.
Od tyłu doczepiłam kawałek białego rzemienia, dzięki któremu można wieniec powiesić.

Do dzieła moi mili! Zobaczcie sami, jak łatwo można zrobić piękny, świąteczny dodatek do Waszego domu!




miłość w czekoladzie

M. jest miłośniczką czekolady... jeżeli jeszcze tego nie wiecie ;) A więc gdyby tak pierniczki skąpać w czekoladzie? Mmmm... uwierzcie nam, Toruńskie Pierniki się chowają! Chociaż trzeba im poświęcić trochę czasu i zacząć myśleć o nich dzień wcześniej to naprawdę warto.

Są miękkie, czekoladowe... i rozpływają się w ustach! Czysta czekoradość!



Składniki (na ok. 8-9 porcji/blach):
250 g masła
8 łyżek miodu
1 opakowanie przyprawy piernikowej
1 kg mąki
3 łyżki kakao
3 łyżeczki sody
3 białka
8 żółtek
300 g cukru
200 ml śmietany 18%

Nasze przygotowania ciasta zaczynamy od rozpuszczenia w rondelku masła z miodem i przyprawą piernikową. Wszystkie składniki podgrzewamy na małym ogniu do momentu, aż się połączą. W między czasie przesiewamy mąkę, kakao i odstawiamy na bok. W innej misce, do śmietany dodajemy sodę, aby trochę wyrosła. Możemy już brać się do dzieła! Rozbijamy 8 jajek z czego wykorzystamy 3 białka i 8 żółtek. Do białek dodajemy szczyptę soli i miksujemy. Gdy dojdziemy do momentu gdy w misce będzie gęsta piana, dodajemy stopniowo cukier i dalej miksujemy. Następnie, nie przerywając ubijania, dodajemy pojedyńczo żółtka. Mamy już wszystkie elementy do wyrobienia ciasta. Do sypkich składników (mąka i kakao) dodajemy nasze ubite białka z cukremi i delikatnie mieszamy. Następnie przelewamy przestudzoną zawartość z rondelka i kolejny raz mieszamy masę. Na samym końcu pozostawiamy śmietanę, po dodaniu której mieszamy naszą masę, aż będzie jednolita. Będzie rzadka jednak nie należy się tym martwić! Będzie dobrze ;) I tutaj dochodzimy do momentu gdy musimy przykryć nasze dzieło ściereczką i włożyć do lodówki na 24h! Tak, nic z tego! Pierników dzisiaj nie będzie!

Dnia następnego, gdy już pogodzicie się z tą myślą, rozgrzejcie piekarnik do 180'C. Wyjmijcie ciasto i podzielcie na porcje z których będziecie po kolei robić pierniki. Ciasto po wyjęciu z lodówki jest mało elastyczne ale po chwili jest idealne do formowania.



Pozostawcie zatem jedną porcję, a reszta niech czeka w lodówce, nie będziecie mieli problemu z przekładaniem pierników na blachę, które mogłyby się lepić.

Ciasto należy rozwałkować trochę grubiej, na ok. 4 mm i można spokojnie wycinać naszymi ulubionymi foremkami pierniki. My wykorzystaliśmy nowe foremki (Duka), ich kształt był idealny, a kilka wielkości dało świetny efekt końcowy. Wycięte pierniczki przekładamy na blachę i pieczemy 10 min na środkowym poziomie piekarnika.




Gdy nasze pieczenie powoli dobiega końca, możecie się zabrać za przygotowanie czekoladowej otoczki.

Składniki na czekoladową polewę:
3 tabliczki gorzkiej czekolady
2 łyżeczki miodu
2,5 szklanki cukru pudru
2,5 łyżki kakao
1/3 szklanki wody

Czekoladę najlepiej rozpuszczać w kąpieli wodnej - wystarczy włożyć miskę (ale tak, żeby nie dotykała dna) do garnka wypełnionego wodą. Dodajemy miód i stopniowo podgrzewamy do momentu, aż zacznie się rozpuszczać. Stopniowo dodajemy wszystkie kolejne składniki. Wszystko musi się ze sobą połączyć. Jeżeli będzie za gęste dodajcie jeszcze trochę wody.



Pierniczki najlepiej oblewać czekoladą nadziewając je na widelec (bądź wykałaczkę) i zanurzać w przygotowanej przez nas gorącej polewie. To co zostanie na palcach podczas wykładania to Wasze ;) Jeżeli macie ochotę posypcie je kolorową posypką, nie róbcie tego jednak za późno, bo posypka najlepiej trzyma się pierników, gdy polewa jest jeszcze miękka.



PS. Piernikowa zasada również dotyczy tych pierniczków - dla utrwalenia miękkości po dwóch dniach do pojemnika! :)

Smacznego!

piernikowy zwierzyniec

Na pewne rzeczy czeka się cały rok i tylko jeden raz w roku smakują tak dobrze... My zawsze czekamy na pieczenie pierniczków :) Sprawia nam to dużo frajdy i jest szansą na sprawdzenie nowych przepisów i zakupionych foremek. Co więcej, zawsze smakują przepysznie.

Składniki:

4 czubate łyżki miodu
3 czubate łyżeczki przyprawy do pierników
125 g masła
500 g mąki
200 g cukru pudru
1 łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
1 jajko (lub 2 jeżeli masa nie będzie chciała się zlepić przy ugniataniu)

Przygotowanie:

Do garnka wrzucamy masło, miód i przyprawę do piernika. Podgrzewamy na małym ogniu, aż wszystkie składniki połączą się. Wyłączamy ogień i w między czasie, gdy nasza mikstura stygnie, przesiewamy do miski mąkę, cukier puder, sodę i sól. Następnie do sypkich składników dodajemy przestudzoną zawartość rondelka i jedno jajko. Łączymy w jedną masę ugniatając na samym końcu. Tak przygotowane ciasto owijamy folią i wkładamy do lodówki na co najmniej 2 godziny.


Po tym czasie, dzielimy ciasto na cztery części i bierzemy jedną z nich. Rozwałkowujemy je na ok. 3mm ciasto i wycinamy odpowiednie kształty. Tym razem postawiliśmy na motywy zwierzęce: mamy tu renifery i jamniki :)

Pierniczki pieczemy 10 min. w temperaturze 170'C. Po wystudzeniu są chrupkie. Jeśli zależy Wam na miękkości, zostawcie je na 2 dni luzem (np. na talerzu bez przykrycia). Po tym czasie trzymajcie je w słoju bądź puszce, żeby zachowały swoją idealną miękkość. Smacznego!




PS. W następnym wpisie zapraszamy na kolejne pierniczkowe szaleństwo, tym razem w czekoladowej otoczce ;)

una buona pizza

Dzisiaj spadł pierwszy śnieg... właściwie to pierwszy śniegodeszcz, a dzień nie zachęcał do wyjścia. Te "okoliczności przyrody" sprawiły, że zabraliśmy się za coś, co od dawna chodziło za męskim M. - PIZZĘ! :)

Składniki potrzebne do przygotowania dobrego ciasta:
- 7g suchych drożdży (całe opakowanie)
- 150ml ciepłej wody
- 250g mąki
- pół łyżeczki cukru
- łyżeczka soli
- łyżka oliwy

Do 60ml wody dodajemy drożdże, a następnie 3 łyżki mąki i cukier. Całość mieszamy i wstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut.

Do przesianej mąki, dodajemy sól, oliwę, pozostałą wodę i przygotowane wcześniej drożdże. Łączymy wszystkie składniki i wyrabiamy ciasto ugniatając je namiętnie przez 10 minut ;)

Ciasto zostawiamy na co najmniej 1,5 godziny, by odpowiednio wyrosło, zaś w tym czasie przygotowujemy sos.

Sos:
- pomidory w puszce
- szczypta soli, pieprzu i cukru
- oregano (duuuuuużo oregano)


Sos przygotujemy w garnku i gotujemy na małym ogniu aż do rozpadu pomidorów - około 20 minut.

Gdy ciasto jest już wyrośnięte, dzielimy je na dwie części i formujemy z każdej z nich okrągły placek. Brzegi naszych placków możemy fantazyjnie zawinąć, lub zostawić bez dodatkowych upiększeń ;)

Na gotową bazę kładziemy sos i wszystko, na co mamy ochotę! My wybraliśmy mozzarellę, gorgonzolę, prosciutto (włożyliśmy je na kilka minut przed wyciągnięciem pizzy z piekarnika), pomidorki koktajlowe, lekko podsmażoną cukinię, kukurydzę i czosnek. Tak przygotowaną pizzę pieczemy w piekarniku rozgrzanym wcześniej do temp. 250'C przez 10-12 minut.




 Smacznego!


kruche ciasteczka

W domu, od czasu do czasu, powinno pachnieć ciastem. To taka specyfika domowego ciepła i kuchni. Jako, że ja (M. płci żeńskiej) jestem fanką słodkości wszelakich poprosiłam o upieczenie ciasteczek :) Czasami najprostsze rzeczy smakują najlepiej...

Ze świątecznych foremek wybraliśmy choinki i tym sposobem powstał las kruchych ciasteczek...




Składniki:
- 300 g mąki
- 250 g masła
- 5 łyżek stołowych białego wina
- aromat waniliowy

- ok. pół szklanki cukru pudru (jeśli chcemy więcej smaku, to dodajemy więcej, jeśli lubimy ciastka nieco mniej słodkie to dodajemy mniejszą ilość)


Masło wyjmujemy wcześniej z lodówki, żeby zdążyło wystarczająco zmięknąć. Na stół przesiewamy mąkę, cukier puder po czym dodajemy dwie kropelki aromatu waniliowego. Następnie dodajemy pokrojone na mniejsze kawałki masło i siekamy jeszcze bardziej, aż powstaną małe grudki oblepione mąką. W tym momencie tradycyjnie należałoby dodać jedno żółtko, ale oryginalny przepis mówi inaczej.  Zakasujemy więc rękawy i dajemy ciastu trochę miłości ;)

Zagniatamy i łączymy do momentu uzyskania spójnej masy. Ciasto wkładamy na co najmniej 20 minut do lodówki. Wyjmujemy 1/4 masy i rozwałkowujemy na dosyć cienkie ciasto, ok. 3-4 mm.

Wycinamy ulubione kształty i na koniec, dla dekoracji i smaku, posypujemy ciastka cukrem trzcinowym...

Ciastka pieczemy porcjami (po jednej blaszce) w temperaturze 180'C przez 10-12 minut.











Po upieczeniu wszystkich ciasteczek zajadamy się nimi do woli!

Smacznego!

M&M

Witamy!

Na początek kilka słów od nas:

Stylowy Widelec to blog łączący nasze pasje: gotowanie i modę. Gotowaniem zajmuje się M. płci męskiej, a modą M. płci żeńskiej ;)

M. płci męskiej ma smykałkę do kuchennych działań. Gotuje, smaży, piecze. Próbuje i eksperymentuje. Ewidentnie ma do tego predyspozycje ;) poza tym jest zapalonym kolarzem - łapczywie łapie kilomeeeeeeeeeeeeeeeetry tras!

M. płci żeńskiej ma za to smykałkę do rękodzieła maści wszelkiej. Wycina, składa, klei, dekoruje, kombinuje i to wszystko jeszcze fotografuje!

Stylowy Widelec to połączenie naszych najlepszych talentów.

Witajcie i wpadajcie często!

Marta & Mateusz